Blog poświęcony fotografii portretowej, ślubnej, ciążowej i dziecięcej. Przykładowe sesje. Zapraszam!
Subskrybuj Posty [Atom]
Blog poświęcony fotografii portretowej, ślubnej, ciążowej i dziecięcej. Przykładowe sesje. Zapraszam!
Subskrybuj Posty [Atom]
Tak bardzo zakochaliśmy się z mężulem w Szkocji, że postanowiliśmy się wybrać po raz drugi. Tym razem niestety mniej zdjęć i prawie bez urokliwych widoczków. Dlaczego? Wszystkiego dowiecie się w tym poście :)
Wylecieliśmy 29 grudnia z Krakowa. Odprawa przeszła bardzo sprawnie więc byłam dobrej myśli.


Ale jak to w życiu bywa nic nie może być idealnie. Na pokładzie samolotu rozpoczęła się nasza przygoda. Wylot opóźnił się z powodu "myślących" pasażerów, którzy nie przestrzegając wymiarów bagażu podręcznego, wnieśli na pokład gigantyczne torby. W związku z tym nie było na wszystkie miejsca i rozpoczęła się akcja przekładnia bagażów. W związku z opóźnieniem zaczął mnie zjadać stres gdyż w Edynburgu mieliśmy zarezerwowany samochód w wypożyczalni, który mieliśmy odebrać o 23 i już wiedzieliśmy że się spóźnimy. W Edynburgu byliśmy o 23:20. Odebraliśmy bagaże i co sił w nogach pobiegliśmy do Car Rental (wcale blisko nie było). Wpadam zdyszana, patrzę jeszcze otwarte. Siedzi facet i czeka. Kamień spadł mi z serca. Dałam dokumenty, szczęśliwa że zaraz dalej pognamy do Inverness. Niestety. Okazało się, że potrzebna jest karta kredytowa aby pobrać 150 funtów depozytu. Ok, kartę mieliśmy. Żaden problem. Ale okazało się, że ta firma nie akceptuje Visy Electron z innych krajów niż UK. Tu nam szczęka opadła bo żadne z nas nie miało o tym pojęcia. Chcieliśmy dać gotówkę ale też im nie pasowało. szwagier zadzwonił do tej firmy aby ściągnęli z jego karty, bo to on zapłacił przez net za samochód. Ale niestety karta musiała być kierowcy. I tak oto zostaliśmy sami w Edynburgu bez noclegu i bez środka transportu. Przejazd autobusem czy pociągiem do Inverness był nierealny ponieważ w godzinach nocnych te środki transportu nie kursują. Stwierdziliśmy, że chyba przenocujemy na lotnisku ;)
W drodze na airport zauważyliśmy jedną jedyną taksówkę. Dla żartów spytaliśmy kierowce czy nas zawiezie do Inverness. Nie było problemu :) zażyczył sobie sporą sumkę ale było nam to wtedy wszystko jedno. Przed wyjazdem kierowca uprzedził nas, że i tak nie wiadomo czy dojedziemy na miejsce bo drogi mogą być zamknięte z powodu śniegu. Szczerze mówiąc uśmialiśmy się bo nie mieliśmy pojęcia o co mu chodzi z tym zamykaniem dróg ;) Zmarznięci wpakowaliśmy się do auta i ruszyliśmy mega szczęśliwi, że już niebawem będziemy na miejscu. Nic bardziej mylnego :) Z minuty na minutę śnieg sypał coraz mocniej a drogi były coraz bardziej białe. Jechaliśmy 30 mil na godzinę. W taksówce zimno, brak ogrzewania. Co kawałek na poboczu stały samochody na światłach awaryjnych. Autostrada z Edynburga do Perth była bialutka, samochody się zakopywały. Nic dziwnego skoro w Szkocji nie mają zimowych opon. My swoją cytrynką na zimówkach bez problemu przejechalibyśmy ;) W pobliżu Perth kierowca stwierdził, że on dalej nie jedzie. Albo wracamy się z nim do Edynburga albo nas wyrzuci w Perth. Stwierdziliśmy, że i tak przejechaliśmy spory kawałek więc bezsensu byłoby się wracać. Poprosiliśmy faceta aby wyrzucił nas w Perth, ale najpierw musi nas podrzucić pod bankomat i znaleźć nam hotel ;) Perth było niesamowicie zasypane.

Do hotelu dotarliśmy przed 3 w nocy. Po dłuższej chwili oczekiwania pod drzwiami zostaliśmy wpuszczeni do środka przez zabawnego starszego Pana ;) Szybko dostaliśmy klucz do pokoju i uradowani udaliśmy się na zasłużony odpoczynek. Ale oczywiście to był to koniec przygód. Okazało się, że w pokoju wysiadło ogrzewanie. Dostaliśmy drugi pokój na innym piętrze. Niestety nie dało się do niego wejść ponieważ zepsuł się zamek :) W końcu trzeci pokój okazał się już tym szczęśliwym. No prawie. w łazience nie było ogrzewania a umywalka zrobiona była chyba dla krasnoludków ;) Ale te drobnostki już nam nie przeszkadzały i wreszcie poszliśmy spać.
Rankiem udaliśmy się na dworzec kolejowy gdyż wg starszego Pana z hotelu był on bliziutko. No niestety chyba orientacja w terenie już nie ta. Szliśmy przez całe Perth, każdy z nas niosąc po 25kg bagażu. Myślałam, że będziemy szli wiecznie. Na szczęście w końcu naszym oczom ukazał się dworzec. Tam już nie było problemów. Kupiliśmy bilety i wsiedliśmy do świetnego, czystego i cieplutkiego pociągu.




Widoki przez cała trasę były niesamowite. W Szkocji panowała przepiękna zima. Znane nam z poprzedniej wyprawy góry Cairngorm pokryte białym puchem były cudowne! Jedna z pasażerek, Szkotka, stwierdziła że pierwszy raz widzi te góry pokryte śniegiem.



30 grudnia o godz. 15:15 szczęśliwie dojechaliśmy do Invenress :)
Potem już były tylko imprezy, shopping, trochę zwiedzania Inverness. Nie miało sensu wypuszczanie się poza ponieważ przez śnieg i tak nigdzie byśmy nie dojechali ;)
Oczywiście jak tylko dotarliśmy do domu Bartka i Agatki od razu zaczęła się mini impreza z naszymi znajomymi ;)





Potem był Sylwester, który niestety nie jest obchodzony tak hucznie jak w Polsce. Pierwszą jego część spędziliśmy w cudownej hiszpańskiej restauracji La Tortilla Asesina, w której pracuje mój szwagier.
Fajerwerki w Inverness mogą być wystrzeliwane jedynie do godz. 22 z powodu ciszy nocnej ;) Zero szampana, wiwatów itd. Zdecydowanie wole polskiego Sylwestra.









Na druga część imprezy przenieśliśmy się domu naszych znajomych. wszyscy byli już dosyć dobrze wstawieni i świetnie nam dzięki temu szły ćwiczenia na Wii Fit :))




A najlepszy był powrót ;)


Kolejnego dnia wybraliśmy się na wieczorny spacer po Inverness








I kolejna impreza w La Tortilla Asesina z tańcami i muzyka na żywo :)







I już nasz ostatni imprezowy wieczór ;)




I tak nasz tydzień w Szkocji upłynął pod znakiem imprez, obżarstwa i leniuchowania ;) Wiele rzeczy znowu nas tutaj zaskoczyło. Jak spadnie śnieg Szkoci niczym się nie przejmują. Zamykają drogi, szkoły, itd Nie można nigdzie dojechać ale dla nich to nie istotne. Śnieg stopnieje to wtedy się pojedzie ;) Bardziej opłaca się jeździć taksówkami niż autobusami. Na postojach taksówek są kolejki :) Ostatni raz w kolejce na taksówkę stałam chyba 20 lat temu :)
Krany przy umywalkach mają zawsze dwa. Osobny na zimną i gorącą wodę. Okropność ;)
Ciężko znaleźć otwartą w nocy stację benzynową ;)
Ale mimo wszystko to cudowny i piękny kraj z fantastycznymi ludźmi. Latem planujemy pojechać na dłużej, własnym samochodem, z dzieciakami. Zrobimy sobie objazdówkę po całej Szkocji :)
Z powrotem wynajęliśmy samochód w innej firmie i tu nie mieliśmy żadnego problemu. Jak tylko wyjechaliśmy z Inverness znowu zaczęło sypać, droga była bielutka. Widzieliśmy tylko jeden pług ;)ale widoki zapierały dech w piersi. Szkoda, że nie było możliwości przez ten śnieg aby zatrzymać się na zdjęcia. Gdy wyjeżdżaliśmy z Highlandu zobaczyliśmy otwarty szlaban z napisem Road Closed - snow :))) W życiu bym nie uwierzyła gdybym nie zobaczyła. Droga z Perth do Edynburga była już dobra, śnieg przestał sypać i zaświeciło słońce. Widoki były nieziemskie.


Na lotnisku w Edynburgu wszystko strasznie długo się odbyło i był niezły bałagan z powodu odwołanych lotów do całej Anglii. Nasz samolot był opóźniony godzinę więc jak zwykle wstąpiliśmy do naszej ulubionej Costy ;)

I to by było na tyle. Najdłuższy wpis na moim blogu ;) wszystkim gorąco polecam Szkocję. Tęsknię za nią niesamowicie.
Etykiety: Edinburgh, Edynburg, Inverness. Loch Ness, Perth, Scotland, Szkocja
Niestety wszystko co dobre szybko się kończy. Kolacja wigilijna jak co roku była cudowna, rodzinna atmosfera, masa prezentów i ogromne ilości śmiechu. A widok szczęśliwych dzieciaków podczas otwierania prezentów bezcenny :)















Etykiety: Boże Narodzenie, dzieci, święta
rodzinnego ciepła i wielkiej radości,
pod choinką zaś dużo prezentów,
a w duszach wiele sentymentów.
Świąt dających radość i odpoczynek
oraz nadzieję na Nowy Rok,
żeby byt jeszcze lepszy niż ten,
co właśnie mija.










Etykiety: Bielsko-Biała, Boże Narodzenie, choinka, fotograf, święta
Dzisiaj będzie troche prywatnie ;)Nie tak dawno wybrałam się z dziećmi oraz Arturem i jego rodzinką na wieczorny spacer po naszym mieście. Na Starówce był Jarmark Świąteczny, Mikołaj z reniferami. Wiele fajnych atrakcji. Ale był tak ogromny mróz, że nie udało mi się zbyt wiele zdjęć zrobić. Ale i tak serdecznie zapraszam do oglądania :)
















Etykiety: Bielsko-Biała, dzieci, prywatne, Starówka
Archiwa
• sierpień 2007
• wrzesień 2007
• październik 2007
• listopad 2007
• grudzień 2007
• styczeń 2008
• luty 2008
• marzec 2008
• kwiecień 2008
• maj 2008
• czerwiec 2008
• lipiec 2008
• sierpień 2008
• wrzesień 2008
• październik 2008
• listopad 2008
• grudzień 2008
• styczeń 2009
• luty 2009
• marzec 2009
• kwiecień 2009
• maj 2009
• czerwiec 2009
• lipiec 2009
• sierpień 2009
• wrzesień 2009
• październik 2009
• listopad 2009
• grudzień 2009
• styczeń 2010